Artykuły

Rozważanie o nadziei w Apokalipsie

Gdy czasem myślimy o przyszłości, być może zadajemy sobie pytania: Co będzie potem? Jak to będzie, gdy zgaśnie światło moich oczu? Trudno to sobie wyobrazić, chociaż chrześcijańska dusza nosi w sobie nadzieję nowego życia.

Są tacy ludzie, dla których to, co będzie potem, jawi się jako wielka ciemność i pustka. Wierzą oni, że ostatnia chwila to jakby wyłączenie światła w pokoju, w którym nastają mroki nocy. I nie ma nic. Ciemność i rozpacz. Takie przekonanie wyraził jeden z filozofów, Martin Heidegger, mówiąc, że człowiek jest bytowaniem ku śmierci, do której należy ostatnie słowo na tej ziemi. Gdy czasem myślimy o przyszłości, być może zadajemy sobie pytania: Co będzie potem? Jak to będzie, gdy zgaśnie światło moich oczu?

Trudno to sobie wyobrazić, chociaż chrześcijańska dusza nosi w sobie nadzieję nowego życia. Sam św. Paweł Apostoł mówił: Właśnie głosimy, jak zostało napisane, to, czego ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują (1 Kor 2, 9). Niezależnie od tego, jak będzie ostatecznie, nosimy w sobie nadzieję i w przeciwieństwie do wierzących w mającą nastąpić nicość, my wierzymy w życie, które właściwie dopiero się objawi w całej pełni. Właśnie potem! Nasza wiara nie jest jakimś wymysłem ludzkim, ale wyrasta ze słowa Bożego. Opiera się na obietnicach, które wypowiedział do nas sam Pan Bóg.

Apokalipsa o nadziei

Szczególną księgą obietnic Boga jest Apokalipsa św. Jana Apostoła. Choć w wielu miejscach jeszcze może niezrozumiała, niemniej to właśnie ona jest tą wielką księgą nadziei, próbującą w obrazach przekazać prawdę o tym, co będzie potem. Taki był chyba też zamysł autora, aby ukazać chrześcijanom tę część historii zbawienia, która dokona się przy końcu czasów, gdy Chrystus przyjdzie powtórnie i definitywnie ogłosi swoje królowanie nad całkowicie przemienionym światem. I ujrzałem niebo nowe i ziemię nową, bo pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły… (Ap 21, 1) – tak pisze św. Jan w swojej tajemniczej księdze.

Zwłaszcza w czasie, w którym wspominamy wszystkich świętych i szczególnie modlimy się za naszych bliskich zmarłych, warto przez chwilę zatrzymać się i pomyśleć, co będzie potem. Jeden z obrazów Apokalipsy tak przedstawia tryumf wybranych:

Potem ujrzałem:
a oto wielki tłum,
którego nie mógł nikt policzyć,
z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków,
stojący przed tronem i przed Barankiem.
Odziani są w białe szaty,
a w ręku ich palmy.
I głosem donośnym tak wołają:
«Zbawienie u Boga naszego, Zasiadającego na tronie
i u Baranka».
A wszyscy aniołowie stanęli wokół tronu i Starców, i czworga Zwierząt,
i na oblicza swe padli przed tronem,
i pokłon oddali Bogu, mówiąc:
«Amen. Błogosławieństwo i chwała, i mądrość, i dziękczynienie, i cześć, i moc, i potęga Bogu naszemu na wieki wieków! Amen».
A jeden ze Starców odezwał się do mnie tymi słowami:
«Ci przyodziani w białe szaty kim są i skąd przybyli?»
I powiedziałem do niego:
«Panie, ty wiesz».
I rzekł do mnie:
«To ci, którzy przychodzą z wielkiego ucisku
i opłukali swe szaty,
i w krwi Baranka je wybielili.
Dlatego są przed tronem Boga
i w Jego świątyni cześć Mu oddają we dnie i w nocy.
A Zasiadający na tronie rozciągnie namiot nad nimi.
Nie będą już łaknąć ani nie będą już pragnąć,
i nie porazi ich słońce ani żaden upał,
bo paść ich będzie Baranek, który jest pośrodku tronu,
i poprowadzi ich do źródeł wód życia:
i każdą łzę otrze Bóg z ich oczu» (Ap 7,9-17).

Czytając ten fragment, można odnieść wrażenie, że jest w nim tak wiele radości i światła. Niekończący się orszak ludzi odzianych w białe szaty i trzymających w swoich dłoniach palmy. Nie jest to wizja pokoju, w którym ktoś wyłączył światło, ale obraz świętowania! Wielki tryumf Boga!

Wyjaśnienie zapowiedzi

W słowach św. Jana są jednak pewne fragmenty, które szczególnie uderzają. Warto na nie zwrócić uwagę.

Najpierw chodzi o fakt, że przed tronem Boga znajdują się ci, których białe szaty wskazują na to, że zostały opłukane we krwi Baranka. Świętość nie jest tylko owocem wysiłku człowieka, ale nade wszystko łaską. Święty Paweł przypomni to, pisząc do chrześcijan w Efezie: Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę. A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga (Ef 2, 8). To dzięki krwi Baranka, dzięki Jego krzyżowej ofierze dokonuje się swoiste wybielenie szat i człowiek staje się nowym stworzeniem. Paradoksalnie czerwień Chrystusowej krwi wybiela szaty tych, którzy są wybrani. To nie moja zasługa, że jestem dobry, pobożny, uczciwy, może nawet już święty… To dar od Boga, którym powinienem się cieszyć; za który powinienem dziękować. Nie należy jednak przywłaszczać go sobie i traktować jak coś wypracowanego wyłącznie własnym wysiłkiem. Nawet dobro wychodzące z moich rąk jest darem od Pana Boga. Bo jak mówi dalej św. Paweł: Jesteśmy bowiem Jego dziełem, stworzeni w Chrystusie Jezusie dla dobrych czynów, które Bóg z góry przygotował, abyśmy je pełnili (Ef, 2, 10). Może nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale dobre czyny przygotowane są przez samego Pana Boga. Naszą zasługą jest to, że pozwalamy Bogu przez nas objawiać swoją dobroć i miłość. Ale sprawcą dobra jest On.

Święci uznają tę głęboką prawdę, dlatego – jak pisze św. Jan – wołają: Zbawienie u Boga naszego, Zasiadającego na tronie i u Baranka. Święci nie przypisują sobie zbawienia, nie szczycą się swoimi osiągnięciami, nie chełpią się pobożnością i ascetycznymi wyczynami. Z prostotą przyjmują od Boga dary i pozostają wobec Niego szczerze wdzięczni. Wiedzą, że najważniejsze to nie przeszkadzać Bogu, który w swej dobroci dokonuje naszego zbawienia. Dlatego też wspominanie świętych w Kościele jest nade wszystko ciągłym przypominaniem sobie dobroci i łaskawości Boga, który jako jedyny czyni wszystko nowym, sprawiając, że w człowieku powstaje nowe, święte życie.

Konfrontacja z rzeczywistością

Z całą pewnością droga do świętości także kosztuje. Przypominają o tym proste słowa św. Jana: To ci, którzy przychodzą z wielkiego ucisku. Otwarcie się na Boga, przyzwolenie na działanie Jego łaski w człowieku często związane jest z trudem, a nawet z cierpieniem. Niejeden człowiek za trwanie przy Bogu zapłacił cenę najwyższą, oddając własne życie.

Także w dzisiejszym świecie wielu doświadcza wielkiego ucisku ze względu na trwanie przy Bogu i Jego słowie. Tak wiele jest miejsc na świecie, gdzie przelewa się krew tych, którzy nie chcą zrezygnować z wyznawania wiary w Chrystusa. Ostatnie statystyki mówią, że na całym świecie rocznie za wiarę oddaje swoje życie ponad 150 tysięcy chrześcijan. To ci, którzy przychodzą z wielkiego ucisku. Męczennicy z Darfuru i innych krajów północnej Afryki, męczennicy z Timoru Wschodniego, Moluków, Chin, Wietnamu, Indonezji i innych rejonów Azji. Oni są współczesnym posiewem chrześcijan (por. Tertulian). Znaczy to, że dzięki nim, świadkom wiary, Kościół żyje i trwa. Rzadko o tym pamiętamy.

Refleksja

Warto ogarnąć swoją modlitwą te wszystkie miejsca na świecie, gdzie wielu cierpi i umiera dla Imienia Chrystusa, gdzie trwa wielki ucisk. Niewątpliwie trzeba dziękować Panu Bogu za łaskę trwania przy wierze tych wielu bezimiennych chrześcijan, których krew – jakby na przekór oprawcom – mieszana jest z krwią Baranka, stając się ofiarą za zbawienie świata… Świadectwo męczenników buduje Kościół, umacnia nas, stając się źródłem nadziei, której niekiedy zwyczajnie nam brakuje.

To kolejny powód, który każe nam obudzić wdzięczność wobec Pana Boga i z nową nadzieją patrzeć w przyszłość, nie lękając się o to, co będzie potem. Bo słowo Pana jest mocne i obiecuje nam, że przez samego Baranka zostaniemy przyprowadzeni do źródeł wody żywej, a łzy raz na zawsze zostaną otarte z naszych oczu przez samego Pana Boga (Ap 7, 17).


Jacek Waligóra OFMCap


Głos Ojca Pio (42/2006)

BEST GROUP